Jezu żyjący we mnie

Jezu żyjący we mnie, błogosławię obecność Twoją we mnie! Weź mnie w swoje bosko-zbawcze wszechwładne posiadanie i panuj nade mną w każdej chwili dnia, bym mógł(a) wiernie pełnić wolę Twoją Najświętszą.

       Żyję jedynie dla Ciebie, Panie, i chcę spełniać wszystko, co zamierzyłeś dokonać przeze mnie. Więc zechciej Jezu działać we mnie i przeze mnie, bym mógł(a) zdążyć dokonać tego, co jest przeznaczone dla mnie.

       Ty wiesz, mój Jezu, że chwile życia tak szybko upływają bezowocnie, ja zaś pragnę wszystkie wykorzystać dla chwały Twojej. Więc pociągaj mnie wolą Twoją Najświętszą ku Sobie zamieszkałemu we mnie, bym od Ciebie nie odchodził(a) ani na chwilę, a żył(a) zawsze w Tobie, przy Tobie, dla Ciebie zamieszkałego we mnie.

       Pragnę żyć Tobą, mój Drogi Zbawicielu, bym stał(a) się cały(a) Twój (a) i podobny(a) Tobie, byś mógł mnie zdobyć na wieki żyjącego(ą) Tobą, bym stał(a) się wiernym przejawem Twoim.

       O Jezu, zabierz mnie całą w posiadanie Twoje, bym żył(a) w Tobie, z Tobą, dla chwały Ojca Niebieskiego, byś Ty opanował cały mój umysł i wolę moją, bym już myślał(a), pragnął(a) i czuł(a) jedynie przez Ciebie, w Tobie i za łaską Twoją wraz z Tobą.

       Niech miłość Twoja przejawia się przeze mnie, myśl Twoja całego(ą) mnie podnosi ku Tobie, a wola Najświętsza niech mnie z Tobą na wieki zjednoczy i uczyni jedno. Amen.

Akt adoracji i zjednoczenia z Jezusem Chrystusem obecnym w nas (Modlitwa Sługi Bożej M. Pauli Zofii Tajber)

Codziennie w drodzę do szkoły.

Modlitwa o bliskości Boga w nas

Piękno Maryi

 

 

Musi być piękna. Są chwile na modlitwie w których zastanawiam się czym zachwyciła Józefa?
Czystością, miłością do Boga, pięknem zewnętrznym, uczuciem zakochania, wiernością, oddaniem, prostotą ?
Rozpoczyna się październik , mój ukochany miesiąc. Lubię, oprócz brązowych kasztanów w parku, żółtych liści, czerwonych jarzębin i długich wieczorów z kubkiem gorącej herbaty, być z Nią. Maryją. Uczyć się od Niej tego co najważniejsze w życiu, bycia z Jezusem i kochania tych których daje mi Bóg w codzienności. Nie uczyniła żadnego cudu, nie skończyła kilku kierunków studiów, była jednak ,,najlepsza w Miłości”. Opanowała perfekcyjnie sztukę kochania Boga i ludzi. Znała ,,smak” i sens życia. Czasem zastanawiam się jak wyglądała jej codzienność? Pranie pieluch gdy Jezus był mały, gotowanie, sprzątanie, modlitwa, rozmowy z Józefem, pomoc w stolarce, noszenie wody ze studni. W sumie jedna szarzyzna. Jednak doświadczenie bliskości Boga musiało nadawać jej blask, wartość i sens. Zapach ciepła miłości w domu w Nazarecie musiał przyciągać wielu sąsiadów i bliskich. Nie mieli wiele a mieli Wszystko. Miłość. Tak wiele można się od Niej nauczyć w codzienności. Kontemplując duszę Maryi w tajemnicach różańca chciejmy prosić w te dni o miłość w naszych domach, relacjach, przyjaźniach. Tak jej mało w dzisiejszym jakże ,,cywilizowanym” świecie. Mamy niby wszystko a często nie mamy nic. Pustkę w sercu zamiast obecności Boga, rozbite małżeństwa, pełne krzyku i ,,nieobecności” domy, pęd za tym co lepsze, droższe i wygodniejsze.

s. Łucja

Rany

 

Są takie rany które, bolą od środka,  widzi je tylko Bóg. Sińce, rozprzestrzenione po całym ciele, otwarte lub zamknięte. Pomyślałam o nich wczytując się w dzisiejszą Ewangelię , patrząc na Jezusa który, widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza.

Czułeś się tak kiedyś, może jest tak teraz? Porzucony i znękany  z otwartymi ranami od środka, poobijany.  Co wtedy robisz, gdzie idziesz, z kim się spotykasz. Tłum przyszedł do Jezusa, może i ty w tym tłumie jesteś. Poraniona owca. Jezus widzi twój ból,  jest Pasterzem, zna Te rany niesie je na swym ciele, wie co to porzucenie, osamotnienie, poobijanie od środka, Bo gorliwość o twój dom zżarła mnie i spadły na mnie urągania urągających tobie. Ps 69 . Mój Bóg nie krzyczy, On w swych ranach (Eucharystii, spowiedzi) dotyka te  rany od środka. ,,Całuje czule” , leczy, Jest.

Z modlitwą

s. Łucja

Nadzieja

 

,, I stworzył Bóg człowieka na swój obraz…”

W Księdze Rodzaju – pierwszej księdze Pisma Świętego Starego Testamentu czytamy: „…rzekł Bóg- Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. (…) Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1;26-27).

Wsłuchując się w słowa Biblii stwierdzamy, że Człowiek jest ,,Odbiciem” swego Stwórcy. Posiada duszę, wolną wolę, rozum, uczucia, które uporządkowane i kierowane rozumem zdolne są zaangażować się w wybór dobra na życie wieczne.

Człowiek (Adam i Ewa) przed grzechem był Osobą w pełni zintegrowaną, zdolną zaangażować całego siebie (ciało, uczucia, duszę, rozum) w budowanie, rozwijanie relacji Miłości. Obraz i podobieństwo Boże w człowieku zostało zaburzone w momencie pojawienia się grzechu. Zdezintegrowany umysł, dusza, ciało, uczucia, wola przestały dążyć do poznania Boga, siebie i innych. Człowiek po grzechu przestaje być tym, kim być powinien, a więc Dzieckiem Stwórcy. Grzech pomaga mu w wyborze zła. Władze ciała i duszy nie angażują się w wybór miłości.

Bóg jest dobry dla człowieka, po grzechu posyła Jezusa, który przez mękę i śmierć na krzyżu na nowo odbudowuje podobieństwo człowieka do Stwórcy, przez Zmartwychwstanie odzyskujemy zdolność kochania.

Dlaczego o tym piszę? W  codziennym spotkaniu z ,,dzisiejszym” dzieckiem, rodzicem , nastolatkiem  doświadczam jak bardzo współczesny człowiek jest pogubiony i pozbawiony relacji bezinteresownej miłości. Brak więzi z Bogiem, tym samym wiary, trudne relacje rodzinne, prowadzą do braku doświadczenia miłości, wsparcia, czułości. W chaosie pogubienia wartości, rodzi się pytanie jak dotrzeć do poranionych w relacjach ludzi z Prawdą, że Bóg ich kocha a tym sami i oni są zdolni do Miłości wiernej a nawet i wiecznej?  Jak uświadomić im skąd mają czerpać bezinteresowną miłość opartą na przebaczeniu, bezinteresownym przyjęciu, nadziei, że jest coś więcej niż ziemski trud?

Odpowiedzią na te pytania jest Jezus. Doświadczenie Jego bezinteresownej miłości rodzi wdzięczność, sens życia którego celem jest wieczność, siłę płynącą z modlitwy do przetrwania każdego dnia.

Bliska obecność Boga żyjącego w duszy, jak mówi duchowość mojego Zgromadzenia, daje szczęście, pomimo codziennego trudu, cierpienia czy nawet nienawiści.

,,Tyś jest Tym szczęściem którego moja dusza całe życie poza Tobą szukała” powiedziała moja Matka Założycielka wpatrzona w monstrancje w kościele w Kijowie po latach szukania Boga w przyrodzie, pięknie muzyki czy studiach.

         Szczęście którego  szukamy jest blisko nas, w naszej duszy. Jest ukryty w niej Bóg. Doświadczenie Go w sakramentach, Biblii czyni nas Dziećmi Stwórcy, integruje , scala, uzdalnia do czerpania miłości i budowania nieraz mozolnie nowych relacji.

W Jezusie jest nadzieja .

s. Łucja

Ewangelia dziś

,,Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.

    Jezu kiedy pełnię Twoją wolę jestem Ci najbliższa.

 

s. Łucja

 

Jezus żyjący w nas

 

 

Weszłam dziś do mojego małego kościoła . Lubię tu być. Cisza i zapach starych murów sprawia, że czuje się dobrze, bezpiecznie jak w domu.
Piękno kościółka tkwi nie w pięknie ołtarza, organów, krzyża. Największą jego wartością jest żyjący w nim Bóg. Paląca się przy tabernakulum lampka mówi o tym, że On tu jest, kocha i czeka. Kościół jest piękny i niezastąpiony w swej wartości ale tylko wtedy gdy spełnia swój cel, daje możliwość spotkania z Jezusem, żyjącym w niej Bogiem. Jest wtedy bezcenny, piękny, ,,wieczny”.
Patrząc dziś na wnętrze kościoła, smakując obecność żyjącego w niej Boga, pomyślałam o duszy ludzkiej. Jakże Ona jest piękna, bezcenna, skoro jest Świątynią Boga. Bóg w niej mieszka. Gdyby każdy człowiek wiedział, że On Stwórca całego świata, kochający szalenie aż po krzyż pragnie w niej przebywać, pragnie być blisko.
Żyjąc w stanie łaski uświęcającej, przystępując do sakramentów świętych stajemy się świątynią Boga tu na ziemi. Bóg w nas mieszka. Często szukamy szczęścia na zewnątrz nas w sukcesie, pozycjach, władzy, zazdroszcząc sobie nawzajem i porównując swą wartość do lepiej ,,ustawionych” wokół . Czy czujemy się wobec tego obdarowani? Czy czujemy się ,,bogaczami” będąc Dziećmi samego Boga? Czy czujemy radość i wdzięczność za posiadanie największego skarbu jakim jest Bóg żyjący w nas?
Gdy dziś ci smutno i źle, gdy przeżywasz samotność czy osamotnienie, porażkę, cierpienie, zdradę wejdź do swej duszy. Posiedź tam chwilę i spotkaj się z Bogiem. Nie jesteś sam. On żyje w tobie i chce Ci dać siłę i moc byś przeżył kolejny dzień. Gdyby się okazało, że w twej duszy Go nie ma, zawalcz o Jego obecność. Idź do kościoła, do spowiedzi i na Eucharystię. Tam Go spotkasz. Tam zamieszka w tobie. Z Nim życie jest piękniejsze, z Nim warto być, z Nim można kochać siebie, siostrę, brata, żonę, męża, gderliwego sąsiada czy inaczej myślącego człowieka na ulicy. Z Nim i w Nim stajesz się piękniejszy, wartościowy, bezcenny jak mały kościółek na rogu ulicy.

s. Łucja zdch

Krzyż

 

 

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.  (J 3,13-17)

W dzisiejszej Ewangelii Bóg mówi każdemu z nas z osobna, że Jesteśmy dla Niego całym Światem.  Jesteśmy Umiłowani.

Słyszałeś kiedyś, słyszałaś od Kogoś te słowa: Jesteś dla mnie całym światem, Twoje imię to Umiłowana, Umiłowany. Jeśli nie to popatrz dziś na krzyż, w tym znaku usłyszysz  wszystko.

s. Łucja

 

 

Cisza

 

Ostatnio moją ulubioną modlitwą jest cisza. Lubię spotykać w niej Boga. Wypicie w ciszy kawy z Jezusem, pójście w ciszy na spacer, posiedzenie w ciszy w kaplicy, powrót w ciszy ze szkoły, czyni mnie bardziej otwartą na Boga. Dobrze mi z tą ciszą, jak z przyjaciółką. Uczy słuchać siebie, Jezusa i bliskich, otwiera na inną przestrzeń spotkania, głębszą, intymniejszą, pełną Boga. Trudno o tym pisać, jak trudno opisać doświadczenie trwania.

s. Łucja

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kontemplacja

Postawa kontemplacyjna prowadzi nas do zadziwiającej swobody. Wszystko, co jest, może po prostu być. Nie potrzebujemy niczego zmieniać. Pozostawiamy wszystko tak, jak jest. Nie szukamy ponadto żadnych informacji i nie obserwujemy. Tylko patrzymy. Na czym polega różnica między obserwacją a patrzeniem? Patrzenie jest bezinteresowne, obserwacja polega na szukaniu czegoś dla siebie. Znamy te różnicę bardzo dobrze. Nigdy byśmy nie prosili, żeby Bóg nas obserwował. Ale cieszymy się, kiedy patrzy na nas dobrotliwie. W życiu wiecznym nie będziemy Boga obserwowali, tylko żyli w oglądaniu Jego samego.
– Franz Jalics SJ; Kontemplacja

 

Samarytanin

,,Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli”. (Ew. Łukasza 10,29-37)

Jerycho- miasto położone w dolinie, na wysokości około 260 metrów poniżej poziomu morza, co czyni je jednym z najniżej położonych miast na świecie. 

Jerozolima- miasto święte, miasto pokoju, miasto szczęścia bo posiadające świątynię w której przebywa Bóg.

Dlaczego piszę o tych dwóch miastach? W Ewangelii o dobrym Samarytaninie Jezus mówi, że ów pobity  człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha. Opuścił miejsce święte, a więc to co przynosiło mu w życiu szczęście, zostawił dom Boga, Jego bliskość i zszedł w dół do Jerycha, możemy powiedzieć w położenie depresyjne, ciemne, osamotnione a nawet martwe.

Warto sobie postawić pytanie? Co jest moją i Twoją Jerozolimą, co jest Twoim miejscem świętym, w którym czujesz się dobrze, czynisz to co przynosi Ci szczęście i co jest Twoim Jerychem? Dlaczego do niego schodzisz, kogo tam spotykasz, co czujesz, dlaczego w nim umierasz?

Ów ewangeliczny człowiek nie tylko zostaje pobity i poraniony ale również okradziony. Zbójcy zabierają mu szaty, cenne przedmioty i zostawiają w pół umarłego. Pewnie czuł wstyd wobec swej nagości, lęk, ogromny ból ciała, strach, samotność… W owym dole depresji i lęku widzi przechodzących obok ludzi, kapłana i lewitę. Są wobec niego obojętni i nieczuli.

         Pomyśl, kiedy czułeś się jak ów pobity człowiek może jesteś nim ty i ja. W jakim miejscu krwawisz? Co sprawia ci ból, czego się wstydzisz i kogo obawiasz? Poczuj swoje ciało i  krwawiące wewnętrzne rany?

         W momencie bólu przychodzi On, dobry Samarytanin. WIDZI, twoje i moje zranienia. Wzrusza się głęboko, tak, że poruszają się wnętrzności Jego serca, dotyka zakrzepłych ran, przemywa je  i wsadza ciało na ośle wioząc do gospody.

         Owym Samarytaninem jest sam Jezus, Jego wzruszenie można porównać do decyzji oddania życia na krzyżu, za życie moje i twoje. Na nim leczy nasze zranienia, bóle i lęki. Można by powiedzieć, że Jezus jest ekspertem od leczenia ran zadanych przez grzech.

 Gospodą jest kościół. We wspólnocie, w rękach swoich ludzi Bóg kuruje nasze zastygłe rany. Dwa denary  to dwa sakramenty Eucharystia i Słowo Boże. Leczą duszę i przywracają wiarę.

Panie bądź naszym Dobrym Samarytaninem. Ulecz i ożyw to co umarło w miłości do Ciebie.

s. Łucja

zdjęcie Pinterest