Mój Nazaret

 

Myślę, że mój codzienny Nazaret, w którym żyję, jest podobny do codzienności Maryi. Moje ciche, wierne „tak” codziennym porannym modlitwom, moje wierne „tak” codziennej adoracji, moje „tak” wyrażone w przebywaniu z siostrami w klasztorze i z dziećmi w szkole, moje „tak” wypowiedziane w chorobie, którą trudno przyjąć. Moje „tak” może przyczynić się do narodzenia Boga w ludzkich duszach. Może ktoś zapragnie więzi z Jezusem przez to, że przyjmę trud i cierpienie i ofiaruję za tych, którzy Go nie znają. Może zagubieni małżonkowie na nowo odnajdą wspólny język dzięki temu, że pojawię się na porannych modlitwach. Może zagubione dziecko doświadczy miłości rodzica dzięki mojej modlitwie, a skłócone rodziny na nowo się pojednają. Wierność Miłości może zrodzić Miłość w ludzkich sercach. To misja, którą wyznaczył mi Bóg.
Uwierz więc, że Twoje Boże Narodzenie może być już dziś, gdy przywitasz kolejny dzień z wdzięcznością Bogu na modlitwie, gdy uśmiechniesz się do bliskiej osoby na korytarzu, gdy o piątej rano zrobisz mężowi kanapki do pracy i powiesz czule: „Kocham cię”, gdy ofiarujesz trud pracy, może niewdzięcznej, za tych, którzy jej nie mają i gdy w ciszy kościoła wyszeptasz Bogu prosto z serca: „Dziękuje za wieczność i za to, że jesteś…”.

On jest. Warto z Nim i dla NIego żyć.

s. Łucja

 

2 odpowiedzi na “Mój Nazaret”

  1. To trudny dla mnie czas. Nie potrafię zrozumieć dlaczego dzieją się różne trudne sytuacje, cały czas staram się zrozumieć. A może lepiej nie próbować tylko przyjąć to co trudne. Przemienić moje nie rozumiem w ofiaruje
    Bardzo dzisiaj potrzebowałam tych słów. Dziękuję ❤

  2. W cywilu to się nazywa „zwyczajna, codzienna młocka”.
    Można przywyknąć, kochać raczej trudno.
    Prawdziwym rozwiązaniem problemu jest wynalezienie motorowej młockarni – by pracować mądrze, nie ciężko.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.