Serce

W dzisiejszym świecie nastawionym na zysk, sukces, przyjemność, rywalizacje rzadko mówi się o wartościach wyższych takich jak Bóg, wierność, miłość, przebaczenie, wieczność.

Gdy pracowałam w Krakowie, jeden z rodziców dziecka które uczyłam zwierzył mi się, że trudno dziś  wychowywać dzieci tak by były wrażliwe, współczujące i dobre. Dzisiejszy świat potrzebuje bowiem ludzi twardych, realizujących swe cele bez znieczuleń i empatii na drugiego człowieka. Dzieci muszą być silne by móc przetrwać w danej nam żyć rzeczywistości.

Kontemplując wczoraj serce Jezusa podczas nabożeństwa czerwcowego przypomniały mi się te słowa. Zastanawiałam się czy dzisiejszy świat ma szanse przetrwać bez miłości bezinteresownej, przebaczenia, wrażliwości i dobra. Czy człowiek naprawdę jest szczęśliwy mając duże zasoby materialne, sukces, pozycje,  z sercem pustym, twardym,  bez Boga.

Jezus w kazaniu na Górze mówi, że szczęśliwy jest ten kto ma serce ubogie, wolne od osób, wartości materialnych, opinii ludzkiej. Budujący swą wartość na Bogu i przynależności do Jego królestwa. Szczęśliwy bo bogaty miłością którą jest sam Pan.

Szczęśliwy człowiek o sercu smutnym, płaczącym z powodu grzechu, kłamstw, złych opinii, szyderstw, zazdrości i prześladowań. Szczęśliwy ponieważ sam Bóg jest jego pocieszeniem. Ociera jego łzy. Staje się Jego Obrońcą tu na ziemi i w wieczności.

Dalej w kazaniu na Górze słyszymy, że szczęśliwy ten kto posiada w sercu pokój i wprowadza go w otoczenie w którym żyje. Jest on bowiem budowniczym Królestwa, jednym z Dzieci Bożych.

Szczęśliwy człowiek o sercu czystym, mówi Jezus, kontemplującym Pana. Człowiek potrafiący nie tylko bronić  się przed grzechem ale przede wszystkim kochać Boga i drugiego człowieka sercem pełnym miłości czułej, wymagającej i wiernej.

Szczęśliwy człowiek o sercu cichym, niezgadzającym się na zło,  nie oddającym złem za zło, tym którzy go krzywdzą. Cierpiący z powodu niesprawiedliwości, krzyczący w modlitwie o miłosierdzie Boga.

Wczoraj uświadomiłam sobie, że moje serce może być podobne do Serca mojego Boga.

Ubogie, czyste, pełne pokoju, ciche, miłosierne, płaczące, wrażliwe i czułe.  To prawda, może będzie często zranione przez innych jak serce Jezusa na krzyżu, jednak jest nadzieja na to, że będzie potrafić prawdziwie kochać  dając  miłość i przebaczenie nawet w momencie zdrady i odrzucenia.

 Poeta mówi ,,bez tej Miłości można żyć mieć serce suche jak orzeszek” ale czy warto? Na to pytanie musi  odpowiedzieć sobie każdy z nas.

s. Łucja

świadectwo

Rozpoczęły się wakacje. Z dumą patrzyłam na radość i zadowolenie dzieci zerkających na świadectwa.

Wczoraj po zakończonych uroczystościach, siedząc przed Jezusem, pomyślałam, jakie świadectwo wystawiłabym sobie w tym roku, jakie wypisałby mi On? Jakie dostałabym oceny? Do czego dążyłam, czy zrealizowałam cele? Jakie były moje osiągnięcia i sukcesy?

W Szkole Jezusa, do której uczęszczam, najważniejszy przedmiot to Miłość. Nie jest on prosty, mogę Was zapewnić. Jest jednak fascynujący i pasjonujący. Gdy myślę, że już się wiele nauczyłam, okazuje się, jak niewiele jeszcze wiem i umiem.

W tym roku szkolnym, w kolejnym roku mojego życia zrozumiałam i doświadczyłam tego, że największym sukcesem, do którego zaprasza mnie Bóg, jest sztuka kochania. Rozwój relacji miłości z Nim, z przyjaciółmi, z siostrami, z dziećmi, które daje mi w codzienności. Może dla innych najważniejsze w życiu są podróże, nauka, pieniądze i wiele innych spraw, ale dla mnie najcenniejsze jest to, że pragnę uczyć się kochania i chcę w tej dziedzinie osiągnąć sukces z Jezusem. Często uczę się miłości jak pierwszoklasista, gdy nie umiem przebaczyć, gdy trudno mi być wierną, cierpliwą, łagodną.

Radość przynoszą mi małe „wierności miłości”. Może wyda się to śmieszne, ale sukcesem dla mnie jest wierność w spotkaniu z Jezusem rano na medytacji czy nasza wspólna Eucharystia. Radość przynosi mi wieczorne milczenie i bycie z Nim sam na sam, ale i umiejętność kochania wtedy, gdy nikt nie oferuje nic w zamian, a ja mogę dać tylko uśmiech i dobre słowo. Sztuką dla mnie jest kochać, gdy przychodzi niezawinione cierpienie, choroba i ból. W doświadczeniach wiary, w sytuacjach, w których po ludzku nie rozumiem, szukam ukojenia w Nim, w moim Bogu. Nie zawsze się z Nim zgadzam, są chwile modlitwy, kiedy się z Nim kłócę i dyskutuję, ale po nich przychodzi do serca pokój i poddanie się Jego woli. W mojej Szkole Miłości uczę się ufać wciąż na nowo, jak dziecko wtulone bezpiecznie w ramiona taty, gdy czuje się zagrożone i smutne.

Miłość nie lubi splendoru, objawia się w małych gestach codzienności. W małżeństwie – w kanapkach zrobionych o piątej rano dla męża idącego do pracy, w zaproszeniu żony na randkę po kilku latach małżeństwa, w podarowaniu róży, w czułym pocałunku „na dzień dobry”, w słowach: „dobrze, że jesteś”, w rodzicielstwie – w odrabianiu lekcji z dziećmi i w poświęcaniu im swego cennego czasu na rozmowę i zabawę, w zakonie – w trosce o relację z Bogiem, z bliskimi, w obecności na adoracji, w modlitwie, w milczeniu.

Moim sukcesem w tym roku jest rozwój i wierność w miłości, każdy uśmiech dziecka, który wywołałam swoją obecnością i słowem, troska o relacje z przyjaciółmi, ofiarowanie im swej obecności, wsparcia i modlitwy.

s. Łucja

Droga

Stacja I

Prawda

bez przypodobań

przymilania

chęci obrony

Jesteś Synem

nie zarabiasz na miłość

 

Stacja II

Krzyż

przemiana muszę w chcę

przemiana przymusu w wolność miłowania

 

Stacja III

Wybacz

każde osobno nie ,,razem”

 

Stacja IV

Moje fiat w ciemności wiary

dobrze wierz ile znaczy Maryjo

 

Stacja V

Trud, cierpienie, samotność

błogosławiona łaska krzyża

Zbliżająca do Ciebie w miłości

 

Stacja VI

Zapach czystości serca

Twój dotyk w sakramentach

odbicie Boga w ciele człowieka

 

Stacja VII

Małe zdrady

w milczeniu

słowach

cichych odejściach

bolą

Boga

może najbardziej

 

Stacja VIII

Tak trudno upominać z miłością i troską o zbawienie człowieka

 

Stacja IX

Całujesz rany serca

wyryte

niewiernością

słabością

nadal wierzysz

że piękny może być człowiek

 

Stacja X

Czystość

niemodna

wyśmiana

może być piękna

jak dusza Boga ukryta w pięknie Ciała Człowieka

 

Stacja XI

Ból słów

jak ból gwoździ

tępy

ostry

oddala

zabija

niszczy

 

Stacja XII

Miłość tuli w ramionach

to co zginęło

umarło

odeszło

kto wie

może zapragnie nieba

 

Stacja XIII

Jest nadzieja silniejsza niż śmierć

 

Stacja XIV

Twoje życie we mnie

moje w Tobie

Zmartwychwstałeś

Sól

Jestem solą

Gdy przychodzę do Ciebie w smutku, stajesz się moim Pocieszeniem

Jestem solą

Gdy przychodzę do Ciebie w moim gniewie, stajesz się we mnie Łagodnością

Jestem solą

Gdy przychodzę do Ciebie z tęsknotą sprawiedliwości, stajesz się moim nasyceniem

Jestem solą

Gdy przynoszę do Ciebie moje serce, stajesz się moją Miłością

Jestem solą

Gdy Twa łaska zwycięża mój grzech, staje się Twoją  Najdroższą Własnością

Drogocenną jak sól ,,białe złoto”

odkupione Twą Najdroższą krwią

 

s. Łucja

 

 

Przyszedł…

,, … przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. ’’

Może i Ty  dziś, podobnie jak uczniowie jesteś zamknięty w swoim lęku, obawach i niepewnościach. Nie potrafisz tego zmienić. Gdy apostołowie przeżywali trudne uczucia straty, lęku, obawy, niepewności, smutku, trwogi przyszedł na modlitwie do nich Jezus. Zachwyca mnie Jego pełna pokory obecność. Nie krzyczy, nie wypomina lecz wnosi pokój.

Najcenniejszym darem Ducha świętego dla mnie jest doświadczenie kochającej obecności Boga. On jest! Żywy i miłujący. Nie gorszy się moim lękiem, niepewnością czy strachem. Otwierając swe rany w sakramentach wnosi w me serce pokój i głęboką radość. Nie wesołkowatość lecz radość z tego, że On jest i będzie zawsze aż na wieki. Życzę Ci doświadczenia Jego obecności w te dni i głębokiej przemiany  serca.

s. Łucja

Czego uczy mnie pandemia

Czego nauczyła mnie pandemia? Pomyślałam wieczorem siedząc w pokoju z kubkiem herbaty.

Powoli opada lęk, strach przed zagrożeniem ,,puszczają “ mechanizmy obronne. Można zadać sobie pytanie o jakość przeżytego czasu, rozwój, czy regres osobowości.

Przebywanie w domu z sobą, Bogiem, siostrami, dziećmi w zdalnym nauczaniu, nauczyło mnie wdzięczności za dar życia, wiary, przyjaciół, rodziny, dzieciaków które uczę. Doceniłam na nowo ciszę klauzury i możliwość dłuższego skupienia się na Słowie Bożym. Kocham je czytać. Doświadczam w nim obecności żywego Jezusa. Pandemia uświadomiła mi jak ważna w życiu zakonnym jest wspólnota. Moje siostry uczyły i uczą mnie wychodzenia z skorupki własnego ja, szkolenia umiejętności słuchania, dawania prawa innym do słabości.

Odkryłam ponownie jak kruche jest życie. Jak cenna jest wiara. Zrozumiałam, że dar Jezusa w duszy, świadomość tego daru czyni mnie miliarderką duchową. W jednej chwili posiadając wiele mogę nie mieć nic, jednak posiadając Boga mam wszystko. Mam wieczność.

Wchodząc w głąb swej duszy, uczuć, pragnień, potrzeb uświadomiłam sobie czym  się karmię, czym rozwijam, czym żyję.

Trudne, zdalne nauczanie bo pozbawione relacji osobowej z uczniem, którą sobie bardzo cenię, nauczyło mnie jak ważna dla większości moich dzieci jest wiara, modlitwa, Bóg. Dużo się od nich nauczyłam. Pokory, radości duchowej, twórczości. Chciałam bardzo podziękować rodzicom za współpracę, dobre słowo, wyrozumiałość.

Czas pandemii nadal trwa. Walczę o to by dostrzegać w nim szanse na rozwój siebie, wiary, relacji nie tylko we wspólnocie ale i z sobą, przyjaciółmi, dziećmi siedzącymi za ekranem komputera. Pomimo trudu, zagrożenia chciałabym aby ten czas był czasem łaski, radości z rzeczy małych, tęsknoty za niebem.

s. Łucja

,, … a z nich najważniejsza jest miłość”

Dziś myślałam o powołaniu, nie tylko swoim ale i osób które prosiły mnie o modlitwę. Czym jest powołanie? Dlaczego warto je odkryć i realizować? Dużo by pisać. Głównym powołaniem każdego chrześcijanina jest powołanie do miłości. Realizujemy je na różnych drogach. Każdy z nas musi odkryć tą którą proponuje mu Bóg.

Powołanie jest jedną z najlepszych dróg którą ofiaruje nam Pan. Każdy odkrywa swoją na której może przyjmować i dawać miłość. Był taki czas w kościele, gdzie mówiło się tylko o powołaniu do kapłaństwa i życia zakonnego. Dzięki Bogu kościół zaczął nauczać jak istotną rolę w chrześcijaństwie ma również powołanie do życia małżeńskiego.

Wsłuchując się w głosy osób które dzwonią, proszą o modlitwę, dostrzegam jak bardzo ważne to powołanie. Ucząc ponad dziesięć lat w szkole dostrzegam jak wielki jest kryzys rodziny. Myślę, że w dzisiejszym świecie trudno być ,,chrześcijańską Mamą” a tym samym Żoną jak i ,,chrześcijańskim Mężem i Tatą”. Powołanie do przyjmowania miłości od Boga jako Kobieta, Żona, Mama. Powołanie do przyjmowania miłości od Boga jako Mężczyzna, Mąż, Tata jest pierwszym w tym aby móc ową otrzymaną miłość dawać w darmowy sposób najbliższym.

Dostrzec w swojej Żonie, Mężu, Dzieciach dar od Boga. Dostrzec zdolność do dawania wsparcia, siły w tym co trudne. Dostrzec zdolność do bycia wiernym wśród niepowodzeń, chorób, strat i zranień.

Dostrzec możliwość kochania aż na wieczność w zdrowiu i chorobie, sukcesie i porażce. Dostrzec możliwość troski o zbawienie osób najbliższych. Modlicie się o to?

Dlaczego o tym piszę ? Myślę, że to  moje zadanie. Modlitwa za rodziny, małżeństwa dzieci które uczę, modlitwa o zdrowe przepełnione miłością domy, troska o dusze tych których powierzył mi Bóg. Wierzcie mi nie ma nic piękniejszego od usłyszenia od malucha w przedszkolu ,,siostro moja mama zrobiła dziś Tacie sernika na urodziny” , ,, a ja modliłam się z rodzicami na różańcu” ,,mój Tata przytulił mnie na dobranoc” i nie ma nic tragiczniejszego jak ,,łzy pięciolatki ze słowami na ustach,, siostro mój Tata już nie mieszka z Mamusią” ,, mój Tata nie miał czasu przywieść mnie do przedszkola” ,,moja Mama tylko krzyczy ‘’ ,,a ja nie chcę wracać do domu”.

Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do miłości Boga, siebie i bliźnich. Umiejętność kochania rozwijamy na różnych drogach. Ważne by w życiu zakonnym, kapłaństwie, małżeństwie nie zapominać,że głównym naszym powołaniem jest Miłość.

Zrób dziś żonie herbatę gdy wróci z pracy, upiecz ulubione ciasto dla męża, zapytaj dziecko czy daje radę w zdalnym nauczaniu, uśmiechnij się do brata, siostry przy stole, posiedź dziś z Jezusem dłużej na adoracji, uciesz się z sukcesu siostry we wspólnocie, pomódl się o niebo dla tych których kochasz.

s. Łucja

Modlitwa uczuć

Przynoszę Ci dziś Boże
moją
radość,
zadowolenie,
fascynację,
podekscytowanie,
pogodę ducha,
nadzieję,
pokój,
po spotkaniu z Tobą  Twoim Słowie i Eucharystii

Przynoszę Ci dziś Boże moją
ufność,
poczucie akceptacji
po spotkaniu z przyjaciółmi w rozmowie telefonicznej

Przynoszę Ci  dziś Boże moje
zadowolenie
po przeczytaniu prac dzieci w zdalnym nauczaniu

Przynoszę Ci dziś Boże
smutek,
przygnębienie,
troskę,
lęk
obawę
z powodu trudnych wiadomości i niepewności jutra

Przynoszę Ci dziś Boże moją
tęsknotę
za Tobą w Twoim Słowie
przyjaciółmi
dziećmi w szkole
najbliższymi

Przynoszę Ci  dziś Boże moją
agresję
gniew
ból
niechęć
przerażenie
smutek
z powodu ran zadawanych niewinnym

Przynoszę Ci dziś Boże moją
wdzięczność
za dar wiary i Ciebie obecnego we mnie
za zdrowie jako takie
za chleb na stole
za ukochanych przyjaciół
za moje siostry dobre
za kwiaty bzu za oknem
za spotkanych ludzi na ulicy
za ciszę kaplicy
za Twoją troskę o mnie
Amen

Dom

,,W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce”. (J 14, 2)

Dom to nie tylko budynek, ale przede wszystkim relacje między mieszkającymi tam osobami. Jezus we wczorajszej Ewangelii mówi nam o domu, który każdy wierzący posiada w wieczności. Wieczność zaczyna się już dziś, gdy wchodzimy w relacje miłości i przyjaźni z Bogiem. Domem dla każdego chrześcijanina będzie zatem więź przyjaźni z Jezusem. Każdy jest do niej osobiście zaproszony.

Można żyć w domu, ale w nim nie zamieszkiwać. Wstawać rano, wychodzić do pracy, wracać, jeść obiad czy kolację, sprzątać, spać i tak wciąż od nowa każdego dnia. Można żyć w domu i być obcym dla swej żony, dla swego męża i dla swych dzieci. Przyzwyczaić się do ich zewnętrznych czynności, a nawet do ich istnienia, obecności. Można żyć z żoną w jednym domu i nie znać jej serca, jej pragnień, tęsknot, emocji i na odwrót – można mieszkać z mężem pod jednym dachem i być zamkniętym na jego potrzeby i uczucia. Można mieć swój dom, a nie znać serc swych dzieci, ich trudnych odczuć, marzeń, problemów w szkole, na uczelni, w pracy. Można żyć z kimś pod jednym dachem i nie tworzyć z nim relacji miłości. Można być bezdomnym we własnym domu.

Podobnie jest w Kościele. Można przychodzić co niedzielę na mszę świętą, modlić się na różańcu, odmawiać brewiarz, a nie znać Jezusa, nie mieć z Nim relacji, nie słuchać Go. Można się również do Niego przyzwyczaić. Straszne, ale prawdziwe. Wchodzić do kościoła i wychodzić bez poznania Boga. Bo tak trzeba, bo tak robią inni, bo tak zawsze było. Miłość rozwija się w relacjach, w zaangażowanym uczestnictwie w Eucharystii, w słuchaniu Słowa Pana, w przygotowaniu do spotkania z Nim, w osobistej modlitwie, w ciągłym powstawaniu z grzechu, w ciągłej walce o wierność Bogu, najbliższym i swoim wartościom.

Miłość rozwija się w relacjach między przyjaciółmi, małżonkami , dziećmi i rodzicami przede wszystkim wtedy, gdy słuchamy siebie wzajemnie, gdy poświęcamy sobie czas, gdy przyjmujemy naszych bliskich z ich słabościami, gdy pozwalamy sobie i im na bycie sobą – z tym, co w nas piękne, ale także z tym, co trudne, gdy walczymy z troską o nasze zbawienie.

Zawalczmy o nasz dom i o nasze relacje miłości z Bogiem i z tymi, których kochamy.

                                      s. Łucja

Sens

Dziś był piękny dzień. Pełen pracy, modlitwy, pracy, modlitwy i krótkiego spaceru nad morzem. Pomimo zmęczenia, siedzenia prawie cały dzień przy zdalnym nauczaniu czuje głęboką radość. Nie wydarzyło się nic szczególnego. Rano za oknem zaświeciło słońce, pomodliłam się jutrznią i poranną medytacją, włączyłam komputer i zaczęłam sprawdzać pocztę i dziennik elektroniczny. Wielka radość zagościła we mnie gdy otworzyłam emalie. Było mnóstwo dobrze odrobionych zadań, twórczych prac, które skończyłam sprawdzać z przerwami około 20 stej. Dzieci nagrały mi filmiki jak się modlą, malują, śpiewają, przesłały piękne prace o Janie Pawle II. Pomimo zmęczenia oczu od klikania w komputer czuję się szczęśliwa. Taka radość z tego, że ktoś chce poznawać Boga, być przy Nim i czuć się kochanym.

Szczęście ukryte jest w małych rzeczach. W uśmiechu dziecka ukrytym w wiadomości smsa, słuchaniu Pana w ukochanej Biblii, telefonie przyjaciół późnym wieczorem, spacerze z siostrami brzegami morza, najdroższej hostii przyjętej do serca, wierności w miłości tym których się kocha.

Życie jest piękne pomimo trudu i zmęczenia. Ważne by odkryć w nim Tego co nadaje sens wszystkim naszym wysiłkom, relacjom, pracy.

Pobiegnę jeszcze do kaplicy podziękować Mu za wszystko.

              s. Łucja