Pasja życia

”Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie…”
J 14, 6-14

Życie jest nam dane nie tylko, by je przetrwać, ale po to, by je “przeżyć”. W Ewangelii św. Jana czytamy słowa Jezusa: “Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”. On jest Życiem, On jest tym, który nadaje życiu sens.

Dzisiejszy człowiek żyje w ciągłym pośpiechu: praca, zajęcia, nauka, obowiązki domowe i tak dalej, i tak dalej. Chciałoby się powiedzieć czasem: syndrom neurotyczności. Nie stwierdzam, że praca jest zła sama w sobie. Ja sama kocham swoją pracę, lubię “twórcze zmęczenie”,  lubię zbierać owoce mojego wysiłku, jednak sama odkrywam – przez słuchanie siebie i innych – że często w naszej codzienności i zabieganiu nie ma życia, nie ma pasji, twórczości; praca nie doprowadza do Boga, a czasem wręcz od Niego oddala.

Ostatnio doświadczyłam po raz kolejny na modlitwie (i wierzę, że to pochodzi od Pana), że mam smakować swoje życie pomimo zmęczenia i zabiegania. Nie chodzi tu już tylko o pracę, ale o całokształt, a więc o modlitwę, relacje, odpoczynek, naukę, sport – o wszystko, co składa się na moje życie. Smakować życie..

W duchowości mojego zgromadzenia – Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, staramy się żyć Jezusem, jak zachęcała nas nasza założycielka Matka Paula Zofia Tajber. Uczymy się przez kontemplację i naśladowanie cnót, aby upodobnić  się do Duszy Jezusa, a więc myśleć tak, jak Jezus: czuć, pragnąć, tęsknić. Chcemy być przejawem Jezusa żyjącego w nas i w naszych duszach, bo On w nich jest i żyje. Pozwolić na działanie Boga we mnie, to wysiłek, który pozwala dostrzegać piękno Boga najpierw w sobie, a potem na zewnątrz. “Żyjcie Jezusem” – mawiała moja założycielka. Kocham duchowość  mojego zgromadzenia, jest zarazem prosta i trudna. Siostry Duszy Chrystusa Pana to siostry, które kochają i dziękują. Miłość, wierność i dziękczynienie to szczególne cnoty, którymi pragniemy żyć. Założycielka nie zostawiła nam w skarbcu charyzmatu wielkich pokut, umartwień. Każda siostra ma dziękować , dziękować, dziękować za wszystko, co ją spotka w ciągu dnia, a więc za to, co dobre i co złe, co radosne i smutne lub trudne, bo “Dziękczynienie jest dźwignią, która przybliża dusze do Boga”. “Jeśli tak przeżyjecie dzień, w dziękczynieniu i bez narzekań” – mawiała Matka – “to najpiękniej uwielbicie Boga”. Jest to prawda, wiem z własnego doświadczenia. Im więcej dziękuję Bogu – nawet za trudne doświadczenia – On obdarza mnie większymi darami i łaskami, a tym samym nie koncentruję się sama na sobie, na własnym bólu i na cierpieniu, ale na Nim, który może wyprowadzić z każdej trudności i obdarzyć błogosławieństwem. Im bardziej będziecie pozwalać Jezusowi działać w was i przez was, to tym bardziej wasze życie będzie twórcze i piękne. Będziecie się nim cieszyć pomimo zabiegania i trudu. Wszystko w codzienności będzie przesiąknięte Bogiem. Jak pozwolić Jezusowi działać w sobie? Skoro Bóg żyje we mnie i mówi w mojej duszy, warto nauczyć się słuchać Jego głosu w sobie i rozeznawać natchnienia Jego Ducha. Pozwolić działać Bogu, to pytać Go: “Jak Ty byś uczynił, będąc na moim miejscu?”. Trzeba też troszczyć się o Jego obecność w duszy przez unikanie grzechu, rozwój miłości, częste słuchanie Słowa Bożego, przyjmowanie Eucharystii, oczyszczanie serca w spowiedzi i praktykowanie uczynków miłości.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ odkrywam ostatnio, że szczęście jest we mnie. Nie muszę wyjeżdżać poza mój kraj, nie muszę dokonywać wielkich dzieł apostolskich, mogę z radością przyjąć każdy dzień, który daje mi Bóg i cieszyć się nim. Wypić z Jezusem Zmartwychwstałym, bez pośpiechu, ulubioną herbatę z imbirem, kawę w filiżance, przeczytać książkę która zainspirowała moje kobiece serce i przez którą przemówił mój Bóg, dostrzec Jego obecność w spotkaniu z przyjacielem, w pięknych kwiatach przy drodze i w uśmiechu staruszki, która codziennie mija mnie koło kościoła i mówi: “Bożego dnia, siostro”. Smakować życie, to odkrywać Bożą obecność w zwykłych, prostych znakach miłości uczynionych przez najbliższych, w pięknie wschodzącego słońca za oknem, w czułym szepcie dziecka do ucha, czasem w bólu i trudzie, który przeżywany z Nim, może otworzyć komuś bramy nieba.

s. Łucja

SZCZĘŚCIE

„Siostro, jaki jest przepis na szczęście” – zapytała mnie ostatnio pewna nastolatka. „Dlaczego ty się tak często uśmiechasz?” Długo zastanawiałam się nad tymi pytaniami: Co sprawia mi radość? Co przynosi mi zadowolenie? Co wywołuje uśmiech na mej twarzy i co wnosi do mojego serca pokój i głębokie uczucie miłości? Źle postawiłam pytanie – nie „co”, ale „kto”? Pewnie pomyślicie: siostra musi pisać, że Jezus, jak w dowcipie o Jasiu – Gdy siostra pyta dzieci w klasie: „Co to jest – rude i skacze po drzewach”, Jaś podnosi rękę i odpowiada: „Dla mnie to wiewiórka, ale pewnie dla siostry to Pan Jezus”. Mnie nie zawsze wszystko kojarzy się z Jezusem, zapewniam ? Ale wracajmy do tematu szczęścia.

Oczywiście krótką przyjemność może przynieść zjedzenie lodów, wypicie kawy, przeczytanie książki i wiele, wiele innych rzeczy i czynności. Ale, jak mądrze mówi Ignacy Loyola, w rozeznawaniu duchowym krótkie przyjemności nie zawsze prowadzą do Boga i nie zawsze od niego pochodzą.

Jeśli chcesz osiągnąć szczęście, musisz więc mieć wyznaczony cel – co chcesz osiągnąć w życiu i kim chcesz być. Gdy już go wyznaczyłaś, musisz go pokochać i zacząć realizować. Dlaczego o tym piszę? Bo spotykam wielu ludzi, którzy nie wiedzą, po co i dla kogo żyją i w jakim celu żyją. Dla mnie bycie szczęśliwą było i nadal jest odkrywaniem na nowo miłości Boga do mnie. Szczęście przynoszą mi moje relacje z rodzicami i z rodzeństwem i z najdroższymi przyjaciółmi.

A więc jeśli odkryjesz w sercu i doświadczysz, że jesteś ukochaną córką Boga, że do Ciebie należy całe Jego królestwo, jeśli otworzysz się na Jego miłość w sakramentach i w Słowie, jeśli zechcesz być taka, jak On, jeśli zapragniesz relacji i przyjaźni z Nim i gdy Jezusa postawisz za cel swego życia, wszystkie pytania: „Jak to będzie?”, „Jak to przeżyć?”, wątpliwości: „Nie dam rady”, „Bez sensu to wszystko” zaczną znikać. Wiesz, dlaczego? Bo w centrum Twego życia będzie On, a nie ty. Wszystko, co spotyka cię w codzienności, zacznie przybliżać cię do Niego, a jeśli relacja przyjaźni z Nim stanie się dla ciebie najważniejsza, to czasem ból, trud, zmęczenie, osamotnienie może okazać się łaską, choć trudną, bo przyczyni się to do wzmocnienia przyjaźni z Nim. Kto wie „po co”, przetrwa każde „jak”.

Szczęście to nie uczucie, to wartości, na których budujesz swe życie. Jeśli pokochasz wierność, miłość, modlitwę, wybrane powołanie, przyjaźń, odkryjesz w codzienności, że pomimo zmęczenia, radość może przynieść poranna modlitwa o 5:45, msza święta w cichym kościele, uśmiech dziecka na korytarzu szkolnym, telefon przyjaciela z pytaniem „Jak żyjesz?”, stokrotki na parkingu przy szpitalu, a może powrót męża z pracy po długiej nieobecności, uśmiech żony „na dzień dobry”, rozkrzyczane dziecko w pokoju, które całym sobą mówi, że żyje. Szczęście nosimy w sobie – w tym, jak przeżywamy, kim jesteśmy. Popatrz, ile posiadasz, a jeśli masz Boga w sercu, tak naprawdę jesteś największą szczęściarą świata, bo posiadasz miłość i wieczność, a tego nie kupisz nawet za wszystkie pieniądze świata.

 

s. Łucja