Kochana


«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec.

Czytając tekst jutrzejszej Ewangelii, odkryłam w jednym z komentarzy biblijnych, że dawniej pasterz chcąc ochronić owce przed złodziejami i rozbójnikami kładł się wzdłuż pastwiska od kamienia do kamienia, pilnując aby nikt z obcych nie wdarł się do stada. Tym samym stawał się bramą, którą trzeba było przekroczyć chcąc spotkać się z owcami.

Pomyślałam sobie jak wielkim bogactwem musiała być każda owca dla pasterza, skoro tak o nią się troszczył i o nią walczył. Jakże musiała być cenna, wartościowa, jedyna. Owcą jestem ja, pasterzem jest Jezus. Jestem Jego bogactwem i miłością. Uradowało mnie to bardzo dzisiejszego wieczoru. Doświadczenie bycia kochaną, doświadczenie bycia chronioną.

Jeśli kogoś miłujecie w swym życiu, dobrze wiecie jakie to uczucie być dla kogoś darem, być dla kogoś skarbem. Strzeżcie tej miłości. Walczcie o nią, dbajcie, chrońcie przed złem. Niech osoby przez was kochane czują każdego dnia, że są dla was ważne, wartościowe, najdroższe . Może warto jutro powiedzieć żonie, czy mężowi kocham cię, posłuchać dzieci, obejrzeć z nimi film ,  pograć w gry. Może warto pogadać z bliskimi we wspólnocie, zadzwonić do przyjaciela czy rodziców.

Jesteś bogactwem Boga, odkupionym Jego najdroższą krwią. Kocha Cię i pragnie mieć blisko swego serca. Życzę Ci doświadczenia Jego miłości oraz doświadczenia bycia kochanym przez najbliższych.

s. Łucja

Zdrowy umiar

Przeczytałam ostatnio bardzo mądre zdanie:

,, Żyje się nie po to aby jeść ale je się po to aby żyć”.

Poszcząc wczoraj w zakonie trochę myślałam o ascezie nie tylko jeśli chodzi o ujęcie jedzenia ciału ale też jeśli chodzi o zachowywanie milczenia  w celu skupienia się bardziej na Bogu, na ograniczaniu korzystania z różnych multimediów w celu wejścia w głębiej w siebie i w relacje z Jezusem.

Żyjemy nie po to aby jeść. Można w życiu skupić się tylko na tym by zaspokajać w sposób wyśmienity swe podstawowe potrzeby, nie ograniczając zmysłów, dogadzając sobie w przeróżny sposób. Żeby dobrze zrozumieć. Bóg nie jest przeciwny przyjemności. Myślę nawet, że Jezus z przyjemnością zjadłby z nami pyszną kremówkę czy lody, oglądnął super film w kinie, posłuchał muzyki itd. Przyjemność jest dobra gdy prowadzi ku wyższym wartościom takim jak miłość do siebie, do drugiego człowieka i Boga. . Korzystanie z internetu nie jest złe jeśli rozwija moją osobowość, prowadzi do rozwoju mojej relacji z Jezusem i drugim człowiekiem. Mówienie nie jest złem, jeśli nie jest ,,klepaniem” słów płytkich i raniących innych oraz gdy nie oddala mnie od miłości Boga i drugiego człowieka.

Je się po to aby żyć. Korzystajmy więc w życiu z tego co dobre i przyjemne ale tak by to nie zasłoniło nam wartości wyższych do których jesteśmy stworzeni jako Ludzie.

Jedz tak abyś czuł się dobrze w swoim ciele,  abyś mógł podzielić się swoim dobrem z bratem który jest ubogi a nie by wylądowało ono w koszu czy na śmietniku. Mów tak aby twoje słowa budowały a nie raniły Ciebie i innych. Milcz tak aby twe milczenie prowadziło Cię do większej miłości Boga i drugiego człowieka. Oglądaj ,,obrazy” w internecie, telewizji tak abyś zachwycił się pięknem Boga, świata, ludzi.

We wszystkim potrzebny jest zdrowy umiar. Tego sobie i wam serdecznie życzę.

s. Łucja

Ogród

Zbliża się mój ukochany maj. Gdy byłam dzieckiem często chodziłam z babcią na ,,majówki”. W starym zabytkowym kościele śpiewałam słowa litanii loretańskiej. Lubiłam ten czas. Pewnie już wtedy rozwijała się moja więź duchowa z Maryją. Polubiłam Ją. Patrząc w oczy ,,Mamy” na starym obrazie, mówiłam Jej co noszę w sercu, czym się smucę , z czym mi trudno.

W czasie tegorocznego Triduum, wsłuchując się w Słowo Boże często rozmyślałam o Ogrodzie. Ogród w Biblii to miejsce w którym często przebywał Jezus: przed męką, po Zmartwychwstaniu. Ogród ma znaczenie również symboliczne, mianowicie symbolizuje więź miłości ,przyjaźni z Bogiem Adama i Ewy przed grzechem pierworodnym, stan bez grzechu, miłość czystą . O ogrodzie możemy również przeczytać w Pieśni nad Pieśniami czy w Apokalipsie.

Dlaczego o tym piszę? Gdy czytam słowo ,,Ogród” w Biblii zawsze kojarzy mi się on z Nią, z Maryją. Maryja jest tą Która jest bez grzechu. To Ona jest Ogrodem w Księdze Pieśni nad Pieśniami. To Ona Nowa Ewa przeżywa więź przyjaźni i miłości ze Swym Stwórcą mówiąc Tak w małej mieścinie Nazaret. To Ona jest ,,Ogrodem zamieszkiwanym przez Boga” .To Ona pod krzyżem wydaje najpiękniejsze owoce wierności, miłości i przebaczenia.

W Święta Wielkiej Nocy moje serce zrozumiało, że mogę być do Niej podobna. Odkupiona krwią Jezusa, mogę na nowo ,,zamieszkać w Ogrodzie Eden, moim kościele”. Mogę cieszyć się relacją miłości z moim Bogiem. Mogę korzystać z wszystkich owoców odkupienia jakie wyjednał mi Jezus. Mogę ,,być Ogrodem” w którym zamieszkuje Bóg. Mogę Nim pachnąć i Jego woń rozsiewać wobec tych co się ze mną spotykają.

Różo duchowna, Maryjo nauczyć cieszyć Boga i innych swoim pięknem.

                  s. Łucja

,,Nadzwyczajny dzień”

To był piękny dzień. Pełen prostoty i miłości. Rano wstając ucieszyłam się,że mogę oddychać, widzieć, chodzić. Radość w sercu z tego, że jestem, żyję ot tak po prostu. Wypiłam spokojnie ulubioną kawę w filiżance bez pośpiechu, przynaglenia. Uczta. Potem modlitwy, jutrznia, medytacja. Modliłam się z siostrami za wszystkich którzy cierpią, są samotni, którzy walczą o zdrowie swoje i najbliższych. Patrząc na obraz Najświętszej Duszy Jezusa przytulałam do Pana duchowo wszystkich których kocham.

Po modlitwach zdalne nauczanie. Czytając prace moich dzieciaków, uśmiech i radość pojawiły się w moim sercu. Pomimo zmęczenia, wynikającego z patrzenia przez parę godzin w ekran komputera zobaczyłam sens moich układanych katechez, modlitwy, wyrzeczenia. Ucieszyłam się, że Jest Ktoś kto chce poznawać Boga. Że warto o Nim mówić, głosić, przekazywać. Jest Ktoś kto chce Go kochać i ja mogę mu w tym pomóc. Tym kimś są moje maluchy dane mi przez Boga. Wczytując się w ich zadania domowe uczę się na nowo prostoty dziecka, pasji poznawania, zdobywania, rozwoju. Uczę się być ,,duchową matką” kochającą czule ale i wymagająco.

Po katechezie, rozmowach z dziećmi i rodzicami, modlitwy i obiad z rekreacją. Lubię być z moimi siostrami. Każda jest inna Wspólnota dodaje mi siły. Odczuwam to szczególnie w ostatnie dni pandemii. Poczucie humoru moich sióstr, rozmowy, modlitwy pozwalają mi ,,unieść “ nową rzeczywistość z wdzięcznością chociaż przyznam się, że ciągle uczę się jej na nowo.

Wieczorem msza św. najpiękniejszy dar od Boga. On sam przyszedł do mojego serca. Żywy i prawdziwy. Kto doświadczył obecności Jezusa w tym sakramencie wie, jak trudno bez Niego żyć. Miłość, obecność, życie, pokój, radość, wieczność. Tutaj jest wszystko.

Po mszy, kolacja z rekreacją i wspólne nieszpory, różaniec. Na koniec dnia rozmowa z najdroższymi Przyjaciółmi .

Patrząc z boku można powiedzieć, zwyczajny monotonny dzień. Hm. Dla mnie nadzwyczajny. Pełen Boga. Przyszedł cicho z pokorą w  białym opłatku na Eucharystii, w wspólnych modlitwach z siostrami, rekreacji przy stole, zadaniach domowych moich dzieci, telefonie przyjaciela, ciszy kaplicy zakonnej, śpiewie ptaków za oknem, stokrotkach koło katedry, uśmiechu pani sprzedawczyni w sklepie, radości mojej siostry z jutrzejszych zakupów, no i w przepięknym zachodzie słońca nad zatoka kamieńską. On jest. Zmartwychwstał. Dlatego wszystko ma sens. Jest dobrze.

s. Łucja

Czułość

Powiem Wam, że bardzo tęsknię już za ,,normalnością”, dziećmi w szkole i przedszkolu, znajomymi w pracy, uśmiechem niezamaskowanych ludzi na ulicy  spojrzeniem w oczy, przytuleniem , podaniem dłoni.

W relacji miłości bardzo ważna jest czułość. Można ją wyrażać przez gesty dotyku, uśmiechu i słów. Tak sobie dziś myślałam patrząc na zamaskowanych ludzi na ulicy, że łatwo ją będzie utracić w zalecanym dystansie i zamaskowaniu.

Nie zgubmy jej . Czułość jest dotykaniem z szacunkiem duszy drugiego człowieka. Któż z nas nie pragnie czułych słów, czułego dotyku, czułego spojrzenia, a nawet czułych myśli. Jezus przygotowujący dziś śniadanie uczniom w Ewangelii uczy nas czułej pełnej troski miłości, uczy nas być pięknym Człowiekiem .

Duszo Chrystusowa twoją czułość w dusze nasze tchnij.

s. Łucja

Misja

,,I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. “

Po odrzuceniu przez faryzeuszy Jezus udaje się nad Jordan. Miejsce pustynne, w którym przyjął chrzest,doświadczył miłości Ojca, rozpoczął swą misję.

Gdy nam trudno, lubimy wracać do momentów pięknych, do ukochanych osób, chwil pełnych miłości. Tak było z Jezusem. Wraca do miejsca gdzie doświadczył miłości Ojca ,,to jest mój Syn umiłowany w którym mam upodobanie”. Ponowne spotkanie z Bogiem na pustyni dodaje mu sił do kontynuowania misji miłości zbawienia świata.

Gdy przeżywamy różnego rodzaju kryzysy, szczególnie brak doświadczenia miłości Boga, warto udać się do miejsc gdzie Go wcześniej spotkaliśmy (modlitwa, Biblia, sakramenty). On tam czeka, chce nam dać Ducha miłości, pokoju, wewnętrznej radości a także mocy do wykonywania powierzonej nam misji. Może to misja miłości wobec siebie i bliskich w czasie pandemii z uczuciami lęku, niepewności, bezsilności, strachu. Misja budowania relacji miłości w czterech ścianach małego mieszkania z żoną , dziećmi i mężem. Misja kochania swoich sióstr i braci we wspólnotach zakonnych. Misja przeżycia dnia bez narzekań z wdzięcznością za dar życia, zdrowie, najbliższych. Misja przebywania z chorymi w szpitalach.

Jezus wypełnił swą misję na drzewie krzyża.

Pamiętajmy jednak, że po krzyżu jest zmartwychwstanie. Oby tak było w naszych domach, relacjach i wspólnotach.

s. Łucja

Serce skruszone

,,Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś.”

Lęk, brak ufności, niepewność, nadmierne troski, skoncentrowanie na sobie, kulcie, to bożki którym możemy oddawać cześć szczególnie w ostatnim czasie. Bożki te mogą zasłaniać nam prawdziwe oblicze Boga, dobrego, kochającego, miłosiernego. Wczytując się w dzisiejsze czytanie z księgi Daniela zachwyca mnie wiara trzech młodych ludzi. Są z dala od świątyni, kultu, liturgii. Poddani próbie wiary w Boga którego poznali oddają Mu chwałę w środku płomieni rozpalonego pieca. ,,Niech jednak serce skruszone i duch uniżony zyskają twoją życzliwość”. Ofiarą którą składają Bogu jest ich kochające, skruszone serce. Nie zewnętrzne obrzędy czy rytuały.

Próba pandemii w której przyszło nam żyć, uczy nas składać ofiarę Bogu z serca kochającego i skruszonego. Pomimo trawiących płomieni oczyszczenia, możemy w naszych domach z sercem skruszonym, w duchu pokory zanosić swe modlitwy do Boga. On je słyszy. Czy są to modlitwy pełne uwielbienia Jezusa? Czy potrafimy w czasie bardzo dla nas trudnym mówić o Bogu dobrze, wielbić Go? Wychwalać? Ufać? Kochać?

Bóg posyła anioła, który ratuje życie owych młodzieńców. Również i dziś posyła do nas Jezusa który z krzyża ratuje nas z ognia oczyszczenia. Nie bójmy się . On jest blisko. Daje nam swojego Ducha który ma moc rozwiać szalejący wokół ,, ogień”. Uwielbiajmy Go w tym trudnym dla nas czasie. Wierzę mocno,że niedługo przyjdzie nam się spotkać w świątyni i doświadczać Jego żywej obecności w sakramencie Eucharystii.

s. Łucja

Jaki stan serca taki stan codzienności

Jaki stan serca taki stan codzienności, pomyślałam kilka dni temu. Jest trudno. Moja rzeczywistość ,,zewnętrzna” zmieniła się radykalnie. Kilka godzin siedzę przed komputerem tworząc lekcje dla uczniów, wypełniając dziennik, nie mogę wyjść na dwór i kontaktować się z tymi z którymi lubię być, czuje lęk przed zachorowaniem moich najbliższych, z rodziny, przyjaciół, sióstr z którymi żyję  i swoim. Boli kręgosłup od siedzenia przy komputerze, brakuje kontaktu z ludźmi i wiele jeszcze innych trosk  które nie będę opisywać publicznie.

Rozważałam dziś drogę krzyżową. Przy drugiej stacji wpatrując się w twarz Jezusa zawstydziłam się sobą. Było Mu ciężej. Nie narzekał. Przytulił z miłością krzyż i niósł go dla mnie wraz z Ojcem. To prawda moja rzeczywistość zewnętrzna i każdego z nas zmieniła się radykalnie. Można siedzieć i narzekać, na ludzi, zdalną pracę, na brak sił, na niepewność przed jutrem ale i można wszystko wewnętrznie przeżywać z Bogiem. Wszystko zależy od stanu miłości w naszym sercu. Z Nią mogę wstać rano z wdzięcznością za nowy dzień uśmiechając się do siebie z kubkiem kawy w dłoni. Z Nią mogę wsłuchiwać się w cisze klauzury i księgi Biblii umieszczonej w kaplicy. Z Nią mogę z radością napisać uczniom zadania i wyszukiwać coraz to lepsze metody w celu przybliżenia im Boga. Z Nią mogę przyjąć osobę trudną która może ma fatalny dzień. Z Nią mogę wsłuchiwać się w głos Przyjaciół mówiących przez telefon o swych troskach. Z Nią mogę ucieszyć się słońcem za oknem, obiadem na stole i stokrotką obok katedry.

Tak naprawdę od stanu naszego serca zależy stan naszej codzienności. Gdy dźwignę to co trudne na ,,wysokość krzyża”z jego perspektywy wszystko może przyczynić się do rozwoju miłości siebie, osób z którymi mieszkam w czterech ścianach, osób które nie znają Boga i nie walczą o wieczność. To moja misja na te trudne dni.  Kochać.

s. Łucja

Dar

“On ranę przewiąże. Po dwu dniach przywróci nam życie, a dnia trzeciego nas dźwignie i żyć będziemy w Jego obecności.”

Ma dziesięć lat, zadzwonił wczoraj do mnie, opowiedział o lekcjach, a na koniec rozmowy z troską w głosie stwierdził: “Siostro, jak dobrze, że przed tym wirusem byłem u spowiedzi, teraz Pan Jezus jest ze mną”. Rozczuliłam się. W takich momentach doświadczam, że moja praca ma sens. Trudne chwile, kiedy wydaje mi się, że to wszystko, co robię, jest nic nie warte, owocują jednak w wierze tych, których dał mi Bóg.

Gdy byłam małą dziewczynką, myślałam, że wszyscy są wierzący. Wiarę od dziecka wpoiła w moje serce babcia, potem mama. Dziś rozmyślałam w kaplicy nad sytuacją, w której przyszło mi żyć I wspominałam chwile, gdy uczyłam się modlić. Pamiętam, jak mając osiem lat zamykałam się w “różowym pokoju”, na łóżku piętrowym otwierałam książeczkę komunijną i modliłam się litanią do Serca Jezusa, czytałam Akt zawierzenia Sercu Jezusowemu, modliłam się do Maryi. Robiłam tak zawsze, gdy było mi trudno i gdy było trudno moim rodzicom. Lubiłam rozmyślać o tym, co czuje Jezus, myślałam o Jego drodze krzyżowej. Dziwne, jakoś nigdy nie traktowałam tych momentów jako łaski, daru przebywania z Nim w moim dzieciństwie. Dziś na modlitwie, gdy prosiłam Pana, by był ze mną w tym niełatwym doświadczeniu koronawirusa, w doświadczeniu smutku i bólu tych, których kocham, wyświetliły mi się w pamięci wszystkie trudne momenty w moim życiu: jako dziecka, nastolatki, dorosłej kobiety, na studiach, w zakonie. We wszystkich tych chwilach modliłam się, prosiłam Boga o pomoc. Doświadczyłam, że On zawsze jest ze mną i zawsze będzie. To wielki dar – Jego obecność w tym czasie. Ktoś może powiedzieć: “Jakie cudowna dziewczynka! Które dziecko teraz tak się modli, kto rozmawia z Bogiem w ten sposób?”. Nigdy nie byłam cudownym dzieckiem – bawiłam się, broiłam, jako nastolatka byłam zakochana. We wszystkich moich doświadczeniach zawsze jednak był obecny On. To ja często się oddalałam, to ja wybierałam swoje, a nie Jego drogi. On nie karał, nie krzyczał, ale szukał i wzbudzał tęsknotę. Mój Bóg nie karze, mój Bóg cierpi, gdy ja odchodzę, tęskni za moim powrotem i kocha.

Gdy dziś w mediach pojawiają się pogłoski, że Bóg karze ludzkość wirusem za grzechy, wiem, że tak nie jest. Bóg nie karze – to my, ludzie ponosimy skutki swych wyborów życia bez Niego. Co On czuje w tych chwilach? Myślałeś o tym? Przecież On jest Osobą, żyje, czuje, tęskni. Co czuje Bóg, gdy widzi, jak cierpimy? Cierpi razem z nami. Przychodzi pokusa, by powiedzieć: “Skoro jest wszechmocny, niech zatrzyma to zło, niech coś zrobi, ma tę moc”. Tak, ma. Ma moc wyciągnąć z naszych błędów jeszcze większe dobro, może to zrobić, ale myślę, że najbardziej zależy Mu na nawróceniu naszych serc – by przestały myśleć tylko o sobie, by przestały myśleć, że człowiek jest Bogiem, by zatęskniły za wiecznością i za niebem. Każdy z nas kiedyś umrze, wcześniej czy później. Pomyślałeś w te dni o zbawieniu swoim i najbliższych? Walczymy jak szaleni o przetrwanie tu na świecie – to dobrze, ale daj nam Boże walczyć również z taką gorliwością o życie wieczne. Ile czasu poświęciłeś na czytanie Biblii, na rozmowę z Jezusem o swoim bólu, lęku, strachu?… On czeka na Ciebie, nie jesteś mu obojętny. On nie karze, On kocha.

Dziś wiem na pewno, że wiara jest darem. Przekazali mi ją babcia i rodzice, a ona dojrzewała i dojrzewa. Są jednak chwile w moim życiu, kiedy tęsknię za tą małą Madzią, która klęczała na piętrowym łóżku i swoimi słowami modliła się do Boga. Chcę się rozwijać w moim życiu duchowym, a jednocześnie pragnę właśnie takiej dziecięcej prostoty w mówieniu do Pana. Po dzisiejszym doświadczeniu modlitwy wiem, że Bóg naprawdę jest, że gdy się modlimy, ma moc wyprowadzić nas z największych ciemności. Ważne tylko, by zaufać Mu z dziecięcą pokorą i dać się poprowadzić.

Dziękuję Ci, Tato,że Jesteś.

  s. Łucja

Zmartwychwstanie

Stacja I

Miłość
– opluta
– oskarżona
– wyśmiana
Milczy. Prawda obroni się sama.

Stacja II

Przytulasz czule w ramionach „drewno” , moje ciało obciążone grzechem codzienności. Wierzysz, że kiedyś zrozumiem, iż jest warte tyle co Twa najdroższa krew.

Stacja III

Leżysz na ziemi. Błoto, krew, ból, zmęczenie. Dotykasz „jakby pocałunkiem” mej słabości, prochu ziemi, bym uwierzyła, że Twa miłość jest silniejsza niż mój grzech.

Stacja IV

Oczy Mamy
przekrzyczały
nienawiść,
gniew
agresję
Ciepłe spojrzenie spoczęło na utrudzonym ciele Boga

Stacja V

Bóg przemienił przymus miłości
w ciche „chcę”
zbawienie wchodzi do serca
furtką miłości

Stacja VI

Kobiece ręce dotknęły czule Twą zakrwawioną twarz
przez chwile Twym oczom ukazał się Człowiek raju
kobieta z sercem o „Obliczu Boga”

Stacja VII

Miłość nie jest „wyniosła” i ważna
Pochylasz się nad każdym czule podnosząc do swego policzka
Nie rezygnujesz ze mnie
wierząc,
że „dobry jest człowiek”

 

Stacja VIII

Łzy żalu z powodu grzechów
– cudzołożnic
– opętanych
– celników
znaczą więcej niż lamenty ludzi zgorszonych grzechem innych

Stacja IX

Wierzysz
ze kiedyś zatęsknię
za zbawieniem, Tobą i niebem
Powstajesz
Jezus Mój Bóg – „Tęsknota Boga za Człowiekiem”

Stacja X

Jezus pozwolił się rozebrać
Ubogi
nagi
piękny
On wierzy, że kiedyś spojrzysz na swe ciało czule
Wierząc, że jest ono świątynią Jego obecności

Stacja XI

Oddałeś mi swe ręce by moje dawały dobro
Oddałeś mi swe nogi by moje wędrowały ku wieczności
Oddałeś mi swe serce by moje uczyło innych co znaczy „Miłość”

Stacja XII

Pragnę.
Wierzysz
nawet w momencie śmierci
że moje serce usłyszy
Twój „cichy krzyk” tęsknoty
za moim Tak

Stacja XIII

Cicha obecność Mamy.
Czeka
Ona wie, że jest nadzieja silniejsza niż śmierć

Stacja XIV

Proszę
Przyjdź do mnie w ciszy Eucharystii
w swoim Słowie

w dobrym człowieku

w uśmiechu dziecka

w telefonie Przyjaciela

w czułym słowie mojej siostry

w modlitwie mojej wspólnoty

w radości sióstr na rekreacji

w spacerze nad zatoką

w kwiatach na podwórku

w normalności codzienności

w ustaniu wirusa

w radości z rzeczy małych

w przemianie mego serca
w ciszy klauzury

w nadziei na jutro bez lęku

w wierze,że czekasz na mnie tam po drugiej stronie

s. Łucja