Owoc

Patrząc na Osobę Maryi i Józefa w grocie betlejemskiej uświadomiłam sobie, że to co ,,małe” zmieniło świat. Dwoje ludzi wpatrzonych w małe dziecko rozpoczęło nowy etap życia. Dotyczy to również mnie i Ciebie jeśli Jesteśmy Osobami wierzącymi. Każda dobra mama i tata ,,rezygnuje z siebie” gdy urodzi się dziecko. Nocne wstawanie, gotowanie, przewijanie. Maluch staje w centrum życia obojgu rodziców. Tak było z Maryją i Józefem i tak powinno być z nami po Świętach Bożego Narodzenia. One się nie skończyły, one trwają. Skoro Bóg narodził się w Twoim sercu, zawalcz o to by to On był w centrum Twego życia. Zatroszcz się o Niego, by Mu było  dobrze w Twej duszy, w Twoim domu, w Twej wspólnocie. To co ,,Małe” zmienia świat. Może warto zapytać żonę czy męża ,, Kochanie co mogę zrobić byś czuł się, czuła się ze mną bardziej szczęśliwa, szczęśliwy”? Może warto posiedzieć przy herbacie z siostrą, czy bratem, którzy przeżywają trudne chwile? Może warto pomodlić się dłużej, poczytać Biblie w zimowe wieczory? Może warto pójść do spowiedzi by pojednać się z Bogiem? Życzę Wam by Owocem tych Świąt była większa miłość do Boga, siebie ale i tych najbliższych w domach, wspólnotach. Często ,,tak Mało “ potrzeba by ofiarować Komuś Miłość.

s. Łucja

Narodzenie

Patrząc na Jezusa w żłóbku betlejemskim mój wzrok kieruję na Maryję. Bardzo kocham tą Kobietę. Myślę o Niej inaczej niż w przedstawieniach jasełkowych, czy ,,cukierkowych”, słodkich obrazach przedstawionych na malowidłach czy opowiadaniach ludzi. Medytując nad słowem Biblii, spostrzegam w Niej Kobietę walki o Boga, Józefa, siebie i ludzkość.

Scena Zwiastowania wprowadza w głąb serca młodej dziewczyny, zakochanej w mężczyźnie o imieniu Józef. Wspólne marzenia, rozmowy i decyzje. Wkracza w nie Bóg. Słysząc Słowo Pana, Maryja jest Mu posłuszna. Nie mówi ,,poczekaj Anioł, muszę iść zapytać Józefa, doradzić się, ustalić …”. Słucha Boga, przyjmuje Jego plany wobec siebie, rodziny, ukochanej Osoby. Trudna to lekcja. Postawić Boga na pierwszym miejscu kochając mężczyznę z którym planuje się życie. Może odejdzie? Porzuci? Wyśmieje,, ciąża bez udziału męża”?

Zadziwia mnie odwaga Maryi. Wybiera Boga. Oddaje Mu siebie, Józefa,  dziecko, przyszłość. Ufa.

Wyjazd do Betlejem. Kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży. Długa droga, zmęczenie, lęk o poród, miejsce zatrzymania. Co czuli? Smród stajni, odrzucenie, samotność, obojętność w dużym mieście, lęk o dziecko? A może wdzięczność za siebie nawzajem, ciasną grotę, Boga, pasterzy i ich dary?

Życie Maryi nie było łatwe, pomimo wybrania toczy walkę o  Boga, zbawienie, ukochane Osoby. Nie uczyniła żadnego cudu,  kochała. Myślę, jedna, że życie blisko Niej było ,,cudem” dla otaczających Ją osób.

s. Łucja

Arka

Rozpoczął się Adwent. Czas oczekiwania na przyjście Jezusa. W tych dniach nie będę wiele pisać. Chcę więcej słuchać Boga, siebie i tych co wokół mnie. Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi, że Noe ocalał przed potopem ponieważ wszedł do arki. Dla mnie arką jest Słowo Boga, chce w ,,nie wejść” w ten adwent, zgłębiać je, słuchać i w Nim zamieszkiwać. Arką dla mnie jako Siostry Duszy Chrystusowej jest również Dusza Jezusa. Moim schronieniem po ciężkim dniu pracy, odpocznieniem i osobistym doświadczaniem miłości Pana. Lubię z Nią i w Niej przebywać.

Zastanawiałam się czego doświadczył Noe będąc w arce? Myślę, że poznał Boga który jest ratunkiem przed nawałnicą zła, skałą schronienia dającą ocalenie. Bóg Noego dał mu zobaczyć ,,nową ziemię i nowe niebo”. Otworzył przed nim nowe horyzonty rozwoju. Wierzę, że uczyni to i ze mną w te dni łaski. Byleby ,,wejść do arki”.

s. Łucja

Ból duszy

Ból duszy
Pamiętam czasy, gdy tata tylko na Święta kupował szynkę, słodycze i owoce. Przez długi czas zbieraliśmy z bratem czekolady, by móc je zawiesić na choince. Przypominam sobie, jak bardzo doceniałam moje kieszonkowe, będąc nastolatką, i jak bardzo cieszyłam się, kiedy mogłam sobie kupić potrzebne kosmetyki albo wymarzone spodnie.
Współczesny człowiek posiada bardzo wiele, sądzę, że często zbyt wiele. Wzrósł dobrobyt materialny, codziennie spożywamy wędliny, owoce i słodycze. Nie zachwyca nas już smak szynki na Święta ani zapach pomarańczy przy choince. Ciągle chcemy coraz więcej. Dużo podróżujemy, poznajemy nowe kultury, uczymy się języków, często z przesadą dbamy o piękno naszego ciała.
Zastanawiam się więc, skąd tylu smutnych ludzi wokół mnie, dzieci pełnych agresji i lęku, małżonków pozbawionych nadziei, ludzi zranionych w różnych wspólnotach. Boli nas dusza. Współczesny człowiek cierpi na ból duszy, z którym nie umie sobie poradzić. Jak go uleczyć? Co zażyć? W czym znaleźć ukojenie?
Jak uzdrowić więzi zranione przez brak miłości?
Jak nauczyć się przebaczać, gdy druga osoba zadaje ból aż do głębi serca?
Jak żyć bez ojca, w rozbitej rodzinie i w domu pełnym lęku, podczas gdy inne dzieci doświadczają poczucia bezpieczeństwa i ciepła rodziców przy rodzinnym stole?
Jak odnaleźć się w wyścigu szczurów, który towarzyszy nam w pracy, szkołach i wspólnotach?
W zbliżającym się czasie adwentu przygotujmy serca na Miłość. Jezus jest naszą nadzieją! Jego miłość może odnowić rozbite małżeństwo. Jego przebaczenie może uleczyć zranione do głębi serce. Jego troska może pomóc doświadczyć, kim jest kochający ojciec. Jego dobroć może pomóc nam znów zapragnąć domu, którym jest wieczność.
Przyjdź Panie Jezu i odnów nasze dusze. Wlej w nie na nowo pragnienie Boga…
s. Łucja

Dom

,,Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę…

Gdy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam bawić się lalkami. Siadałam pod stołem, rozkładałam swoje zabawki, a wśród nich ukochane lalki Barbie, Kena, pluszaki i bawiłam się w dom. Jak każda dziewczynka, chciałam być księżniczką, w której zakochuje się książę i żyć z nim długo i szczęśliwie. Moja księżniczka różniła się jednak od innych, ponieważ w zabawie stawała się mamą prostą, zwyczajną: prała pieluchy uszyte przeze na maszynie, którą kupił mi tata, gotowała obiady na kuchence zrobionej przez mojego brata i mnóstwo czasu spędzała ze swoim mężem Kenem i z dziećmi – małymi barbiątkami. W swoim domu była królowąkochaną i kochającą.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ ten obraz z dzieciństwa przypomniał mi się w te dni podczas czytania fragmentu z Ewangelii św. Jana: ,,Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

Eucharystia to niezwykły czas, w którym dzieją się cuda. Naprawdę! To nie tylko czas śpiewania pieśni, przebywania razem, rozdawania ,,komunii”. To wszystko jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. W Eucharystii Bóg umiera i zmartwychwstaje dla Ciebie i jeśli w Niego uwierzysz, przyjmiesz do swego serca, przylgniesz, otworzysz się na Jego łaskę, to staniesz się dzieckiem Boga, królewskim dzieckiem, w którym płynie książęca krew. Dokona się w Tobie cud „przeistoczenia Twej tożsamości z niewolnicy staniesz się córką. Tak! Królową, księżniczką, której ojcem jest sam Król. Jakże to wielki cud codziennej mszy świętej. Sam Król zaprasza nas na ucztę eucharystyczną w swoim domu. Ubrana w szaty godowe możesz zasiąść do stołu. Czyste serce pozbawione grzechu może smakować obecność Boga. Jakże wielki to dar! Spełniło się moje marzenie z dzieciństwa. Wszakże nie mam zamku z brylantów i bogactwa, ale mam kogoś, kto mnie kocha nad życie. Kogoś, kto oddał wszystko, a w końcu oddał samego siebie po to, by zdobyć me serce. Kogoś, dla kogo jestem najpiękniejszą kobietą świata. Kogoś, kto dał mi królewskie serce i zaprosił do swojego domu. Jestem Jego córką, oblubienicą. Jestem w domu Boga.

s. Łucja

Ja w Jego oczach.

 

Listopad. Za oknem zimno, wietrznie i deszczowo. Pomimo wszystko, jesień to moja ukochana pora roku. Lubię siedzieć w chłodne dni z kubkiem herbaty z cytryną i czytać wieczorami dobre książki, lubię chodzić na jesienne spacery i siedzieć przy Nim sam na sam, w kaplicy, po długim dniu bieganiny. Właśnie w ten deszczowy dzień chciałam podzielić się z Wami moją duchowością, którą wciąż na nowo odkrywam.
Mój Bóg żyje we mnie, w mojej duszy. Jego bliskość towarzyszy mi każdego dnia. Jest mi z Nim dobrze. Każdy dzień przeżyty w Jego bliskości uczy mnie rozwoju miłości. Wciąż odkrywam moją nieumiejętność kochania. Doświadczenie miłości Boga w Słowie, adoracji, małych cudach codzienności, sakramentach uczy mnie patrzenia na siebie z czułością pomimo słabości i wad. Lubię siebie. Lubię o sobie z Jezusem rozmawiać, słuchać Go i pytać,,jakie jest Jego zdanie na mój temat „. Jego ,,opinia” o mnie jest dla mnie najważniejsza. Wiecie dlaczego? Bo jest prawdziwa. Doświadczenie Jego miłości pozwala mi popatrzeć na siebie z ,,dystansem” pomimo grzeszności i wad. Dobrze jest być niedoskonałą.
W charyzmacie mojego zgromadzenia, Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana, zachwyca mnie to, że Matka Założycielka – Zofia Tajber uczyła siostry, że mamy przyoblekać się w cnoty Duszy Jezusa. Co to znaczy? Nie muszę sama pracować na świętość, nie muszę dążyć do bycia doskonałą na siłę. Mogę poprosić Jezusa o pomoc, najpierw otwierając się na Jego łaskę. Matka mówiła, że gdy czujemy się słabe, mamy przyjść do Jezusa, który jest siłą i prosić, by nas umocnił. Gdy jesteśmy niecierpliwe, mamy prosić o Jego cierpliwość. Gdy nie umiemy kochać za darmo, nawet najbliższych, mamy przyjść do Jezusa i prosić, by przyoblekał nas w swoją miłość.
Tak często pracujemy nad sobą, walcząc z wadami, słabościami i nic. Wracamy do starych nawyków po kilku spowiedziach. Praca nad sobą idzie w kąt, a my jesteśmy coraz bardziej zgorzkniali i smutni. Poproś dziś Jezusa, by Ci pomógł, by przyoblekł Twą duszę w te cnoty, których najbardziej ci brakuje. Nie umiesz być cierpliwa – poproś, by tchnął w Twoją duszę cierpliwość. Nie umiesz przebaczyć, bo ktoś za bardzo zranił Twoje serce – proś Pana, by wlał w Twoją duszę przebaczenie. Walczysz o czystość – poproś, by przyoblekł Cię w swoją czystość. Nie musisz sama dążyć do bycia doskonałą w miłości. Nie dasz rady… Ale jeśli poprosisz Jezusa, razem przeniesiecie góry! Uwierz mi, że pokochasz Jego miłością samą siebie i wszystkich tych, których tak trudno Ci kochać.

Duszo Chrystusowa, Twoją miłość w Dusze nasze tchnij.

                                                                                                                                                      s. Łucja

Serce

Jesień – moja ukochana pora roku. Za oknem piękne słońce, w parku kasztany, liście spadające z drzew. Lubię ten czas. Dłuższe wieczory dają szansę na przemyślenia i refleksje. Ostatnio dużo myślę o sercu – zarówno swoim, jak i tych, których kocham. Myślę też o sercu Maryi, to właśnie Jej szczególny miesiąc zacznie się za kilka dni.

            Wczytując się w adhortację „Christus vivit” Ojca Świętego Franciszka, znajdujemy tam słowa: „Jezus, który jest wiecznie młody, chce nam dać serce zawsze młode.”, a dalej: ,,Bycie młodym jest nie tyle okresem życia, co stanem serca”. W sercu Kościoła jaśnieje Maryja. Jest wspaniałym wzorem dla tych, którzy chcą naśladować Chrystusa – z posłuszeństwem, ale i z młodym sercem, w powiewie świeżości.

Jakie było serce Maryi?

            Młodość Jej serca zachwyca zdecydowaniem, konsekwencją i wytrwałością. Powiedziała Stwórcy „tak”, postawiła całe swoje życie na jedną kartę, pozostała wierna, umiała być wdzięczna, ufała Bogu i bliskim. Maryja nieustannie zachwyca pogodą ducha, ,,była dziewczyną o oczach jaśniejących Duchem Świętym”. Jej serce było silne miłością ku Bogu, dlatego była młoda duchem, czysta, delikatna, subtelna, czuła, a zarazem mocna i wytrwała w dążeniu do celu. Miała serce matki, gotowe do wyrzeczeń i cierpienia związanego z troską o zbawienie tych, których kocha.

            Pokochałam to Matczyne serce. Jego kontemplacja wiele mnie uczy. Tego roku w październiku bardzo bym chciała wsłuchiwać się w Jego głos, uczyć się młodości ducha i miłości. Jako kobieta nie chcę serca starego, przepełnionego smutkiem, narzekaniem, niewdzięcznością – tak wiele jest takich nawet w Kościele. Pragnę, jak Maryja, mieć serce słuchające, konsekwentne w podejmowaniu decyzji opartych na Bogu i na wiernej miłości, pragnę, by panowały we mnie Boża radość i pokój, delikatność, czułość, a zarazem siła i moc w dążeniu do zbawienia siebie i innych.

Maryjo, Mamo październikowa, módl się za nami!

s. Łucja

Szkoła miłości

Początek

Wielkimi krokami zbliża się nowy rok szkolny, początek czegoś nowego, niewiadomego, szansa na rozwój – nie tylko intelektualny, ale też duchowy.

Chrześcijaństwo jest szkołą miłości. Warto by na nowo się do niej zapisać lub w sposób coraz dojrzalszy kontynuować w niej naukę. Co znaczy na nowo się zapisać? Ponownie sięgnąć do początku, do korzeni kerygmatu. Może warto zadać sobie pytanie: czy spotkałem w swoim życiu Jezusa? Czy Go doświadczyłem, doświadczam, czy uczę się przyjmować miłość od Boga za darmo? Czy potrafię dzielić się tą miłością w codzienności?

Czytając ostatnio adhortację Papieża Franciszka Christus Vivit do młodych i całego ludu Bożego, zachwyciłam się słowami Ojca Świętego skierowanymi do każdego z nas, skoncentrowanymi na osobie Jezusa:

Jeśli On żyje, to naprawdę może być obecny w Twoim życiu, w każdej chwili, aby napełnić ją światłem. Tak więc nigdy więcej nie będzie samotności ani opuszczenia. Nawet gdyby wszyscy odeszli, On będzie tak, jak obiecał. (…) On napełnia wszystko swoją niewidzialną obecnością i gdziekolwiek pójdziesz, będzie na ciebie czekał. Ponieważ On nie tylko przyszedł, ale przychodzi każdego dnia, aby zaprosić cię do pójścia w kierunku nowego horyzontu.

On jest. I nie wiem, co teraz przeżywasz, z czym się zmagasz, czym się radujesz czy smucisz, ale Dobra Nowina dla mnie i dla Ciebie brzmi: jest Ktoś, kto bardzo Cię kocha. Ktoś, kto pragnie spotykać się z Tobą we wszystkim, co niesiesz w swym sercu. Ktoś, kto pomoże Ci wstać rano w trudne dni. Ktoś, z kim możesz porozmawiać o wszystkich swoich troskach. Ktoś, z kim możesz pomilczeć wieczorami, Ktoś, z kim możesz wypić kawę o poranku. Ktoś, komu możesz opowiedzieć o swoich przyjaciołach i bliskich. Ktoś, kto pomoże Ci udźwignąć cierpienie, które przytłacza. Ktoś, kto wskazuje cel życia, jakim jest wieczność.

Nowy rok może więc być szansą rozwoju relacji z Jezusem – gdy powrócimy do czytania Biblii i do medytacji Słowa Bożego, gdy zaczniemy osobowo spotykać się z Bogiem na Eucharystii, gdy pokochamy bardziej ciszę niż hałas, gdy poświęcimy więcej czasu, by porozmawiać z Nim na codziennej adoracji o tym, co nosimy w sercu.

Ten czas może być również szansą rozwoju w miłości do siebie, rozumianej jako troska o duszę i o ciało. Gdybyś miał pokazać zdjęcie swej duszy na Instagramie czy Facebooku, myślisz, że wiele osób lajkowałoby jej piękno? Pomyśl, jaki jest jej stan. Czy pachnie Bogiem? Czy zachwyca pięknem? Czy żyje w niej Bóg? A twoje ciało? Czy się o nie troszczysz, zdrowo karmisz? Czy ćwiczysz i odpoczywasz? Czy walczysz o zdrową ascezę – umiar, by umiało panować nad grzechem?

I w końcu rozwój w miłości do bliźnich. Czasem tak łatwo kochać dzieci z Afryki, a trudno dogadać się z mężem czy z żoną. Może już od dawna nie mówiłaś mężowi, że go kochasz? Może on czeka na Twoją czułą obecność, na dobre słowo, na obiad czy ulubione ciasto. Może Twoja żona tęskni za przygotowanym przez Ciebie śniadaniem, za bezinteresownym zrobieniem zakupów do domu, za romantycznym wieczornym spacerem? Może Twoi przyjaciele już dawno nie otrzymali od Ciebie wiadomości, a znajomi wokół Ciebie oczekują na Twój uśmiech i dobre słowo?

Czasem tak niewiele potrzeba, by okazać miłość. Dajmy sobie szansę na jej rozwój w tym roku.

s. Łucja

Misja

Kim jestem, jaka jest prawda o mnie, po co żyje, dla kogo żyję, jaka jest moja życiowa misja? Myślę, że każdy człowiek, chce żyć dla Kogoś i Czegoś. Chce się spalać i tracić życie. Jest to pragnienie utkwione głęboko w każdym z nas. Pragnienie pochodzące od Stwórcy, który Jest Panem życia. Nie każdy jednak na to pragnienie odpowiada i z nim współpracuje.

Odkrycie Bożego planu wobec mnie to najbardziej intymne i trudne zadanie. Dlaczego? Ponieważ misja fascynuje i zatrważa zarazem.

Bóg powołuje nas do relacji miłości: z sobą, z Trójcą i z bliźnimi. Aby pokochać Boga, trzeba pokochać siebie, zaakceptować, przyjąć z czułością i odpowiedzialnością. To pierwsza misja do wykonania. Misja odkrycia w sobie Dziecka Bożego. Czy siebie kocham, akceptuje, daje sobie prawo do słabości, czy siebie szanuję ?

Gdy odkryje i doświadczę kim jestem w oczach Pana, warto zapytać jakie są moje pragnienia, marzenia, pasje. Co mnie inspiruje i fascynuje, przy kim, przy czym spędzam najwięcej czasu. Jak chcę przeżyć swoje życie, jaki jest Jego cel?

Patrząc na wielu współczesnych ludzi można stwierdzić, że żyją ,,bez poczucia misji”. Nie wiedzą po co, dla kogo, nie znają celu ku któremu dążą. Może nie poznali Boga. Nie mają wiary. Nie oceniam. Coraz bardziej doświadczam, że wiara jest łaską i darem. Relacja z Jezusem, intymna więź z Nim dodaje sił do odkrywania wciąż an nowo codziennej misji. Pytam Go : co ode mnie oczekuje? do czego zaprasza?

Miłość Boga dodaje mi sił by wstać rano, wspiera gdy padam zmęczona wieczorem. On mój sens i cel życia. Mój Przyjaciel. Główną misją którą powierza mi Pan jest, misja miłości. Misja miłości samej siebie, moich sióstr w domu, dzieci które uczę, moich najdroższych Przyjaciół. To mój cel i priorytet którego uczę się każdego dnia. Żyję by kochać na Jego chwałę ! Warto!

s. Łucja

Nazwałem was przyjaciółmi

Bardzo kocham maj. Jest to miesiąc rozwoju życia – nie tylko w przyrodzie, ale i w duszach ludzkich. Wpatrując się w dzieci przystępujące do Pierwszej Komunii Świętej, zrozumiałam po raz kolejny, jak bardzo ważne w życiu chrześcijańskim jest doświadczenie miłości Boga. Jako chrześcijanie dużo wiemy o Bogu: jaki jest, gdzie Go spotkać. Gdyby jednak zapytać: Kto z nas doświadczył Boga w swoim życiu? Kiedy i w jaki sposób? – czy umielibyśmy odpowiedzieć na to pytanie?
Jezus Zmartwychwstał i żyje. Wczytując się w pierwsze przykazanie dekalogu, wiemy doskonale, że jest On i ma być najważniejszą Osobą w naszym życiu. Co dziś usłyszałeś od tej Osoby? Czy zapragnąłeś Jej słuchać? Czy kierujesz się Jej słowami w codziennym życiu, wierząc, że chce dla Ciebie dobra zarówno tu na ziemi jak i w wieczności? Czy rozmawiasz z Nią o swym mężu, o żonie, o dzieciach, o przyjaciołach? Czy pytasz, jaki ma plan na Twoje i ich życie? Czy uczysz się od Niej miłości do tych, których kochasz – w codziennym życiu?
Ostatnio rozmawiałam z pewną dziewczyną, która straciła mnóstwo pieniędzy. To było dla niej bardzo bolesne. Przyszło mi jednak na myśl, czy strata Boga może boleć niektórych tak bardzo, jak strata pieniądza. Czy popadając w grzech obojętności, odejścia od największego Przyjaciela, potrafimy płakać jak po stracie majątku lub najdroższej osoby? Myślę, że najpierw trzeba doświadczyć, jak wielkim skarbem jest Bóg, by umieć zapłakać nad Jego stratą.
Przygotowanie uczniów do Pierwszej Komunii Świętej zawsze pozwala mi na nowo zadać sobie pytanie: Czy pragnę Jezusa tak jak te dzieci? Czy moje serce jest tak czyste jak ich białe alby? Czy tęsknię za Nim w komunii świętej tak jak one? Łatwo nauczyć się modlitw, kupić alby, przygotować przyjęcie. Trudniej wejść w relację z Bogiem Przyjacielem i wziąć za tę relację odpowiedzialność. Wychowuję dzieci do otwarcia na doświadczenie Boga, który je kocha. Przyjaźń, jaką Jezus daje w prezencie pierwszokomunijnym, jest piękna. Otwarcie na łaskę współpracy u trzecioklasisty musi być wsparte mądrą decyzją rodziców, ich codzienną relacją z Bogiem oraz życiem sakramentalnym. Nie zmarnujmy tego daru wśród najmłodszych, otoczmy ich modlitwą i wsparciem duchowym. Chciejmy również zapytać samych siebie: Czy ja naprawdę doświadczyłem Boga osobowego w moim życiu? Czy wierzę, że jestem kochany za darmo? Czy słucham Pana w Jego Słowie? Czy karmię się Jego Ciałem? Czy czuję się ukochanym dzieckiem Boga?
W religii chrześcijańskiej nie są najważniejsze moralność i asceza. Religia chrześcijańska jest religią relacji z Bogiem i z bliźnimi – relacji opartej na miłości.
Życzę Wam z całego serca doświadczenia na nowo Boga osobowego – Boga, który Was kocha i który chce przyjaźnić się z Wami w codzienności. Może warto z Nim dziś wypić kawę, pogadać o sobie – o tym, co nas raduje i o tym, co nas smuci. On czeka.

s. Łucja